Rozdział 2

"Pewnego dnia Wyjdę z domu o świcie, Tak cicho, Że nawet się nie zbudzicie, I pójdę, I będę wędrować po świecie, I nigdy mnie nie znajdziecie."
 Kocham was, nie martwcie się o mnie jestem bezpieczna. Przyglądała się słowom, które zapisała na kartce. Odkąd otrzymała list cały czas myślała nad tym co zrobi. Rodzice mieli czas na podjęcie decyzji w związku z hogwartem do końca lata. Lili usilnie próbowała skłonić ich, aby uwierzyli w magię. Robiła dosłownie wszystko. Nawet poprosiła Snepa aby pokazał matce to samo, co jej, jak różdżką umie wyczarować piękne, świetliste wzory. Jednak ta stwierdziła, że to zwykłe, jarmarczne sztuczki. Dorośli są ślepi. Tym sposobem matka nie pozostawiła jej wyboru. Jeśli chciała uczęszczać do Hogwartu, musiała uciec. Wszystko miała zaplanowane w najmniejszych szczegółach. Co spakuje, gdzie spędzi czas pozostały do początku semestru, co napisze rodzicom . Zdecydowała, że przekaże im ten wiersz. Nie chce mówić, gdzie idzie. Jeszcze mnie znajdą a tego bym nie chciała... Tak naprawdę nie chciała uciekać. Dobrze jej było tu, gdzie jest. Jednak nie mam zamiaru wieść tak nudnego i spokojnego życia, kiedy przygoda jest na wyciągnięcie ręki! A do tego przecież wrócę do nich w ferie. A w tedy dostarczę dowody na istnienie czarodziejów! Jej plan był prosty. Miała dość sporo oszczędności w skarbonce. Powinno wystarczyć na zakup wszystkich przyborów szkolnych. Do końca wakacji pozostały jeszcze 2 dni. Podczas nich będzie mieszkać w dziurawym kotle. Severus opowiadał jej o tym miejscu. Pracuje tam jego ciotka. Poprosił ją, aby Lili mogła tam zamieszkać przez czas pozostały do rozpoczęcia szkoły. Tydzień wcześniej wraz z Severusem sporządziła list potwierdzający jej przybycie do Hogwartu. Oczywiście musieli podrobić podpis jej rodzicielki. Zebrała z ziemi walizkę i bagaż podręczny po czym ruszyła w stronę drzwi. Stanęła na progu rozglądając się po pokoju. Mimo wszystko trudno jej było wykonać ostateczny krok. Miała tyle wątpliwości... Czy jest gotowa aby samodzielnie wejść w świat magii? Co prawda odkąd dowiedziała się o tym, że jest czarownicą przeczytała pełno książek , które pożyczył jej Severus. Miała już przerobiony prawie cały pierwszy semestr! Chłopiec uważał, że przesądza z tą nauką ale dla niej była to czysta przyjemność. Świat czarodziejów intrygował ją. Kiedy czytała te wszystkie podręczniki miała wrażenie, że są to książki przygodowe. Może dla niego był to chleb powszedni, ale dla takiej mugolki jak ona wszystko było całkiem nowe. Miała również inny, według niej poważniejszy dylemat. A co jeśli po tym zdarzeniu rodzice nie będą chcieli jej już znać?! Nie wpuszczą do domu gdy wróci na ferie?! Nie pozwolą nawet wyjaśnić gdzie się tyle czasu spodziewała?!? Mimo, że było to nieprawdopodobne, umysł jedynastolatki ukazywał same najgorsze scenariusze. Zacisnęła swoją drobną dłoń na uchwycie walizki. Dam radę. Muszę być odważna. Przynajmniej Petunia zawsze będzie mnie wspierać...Z tą myślą ruszyła schodami w dół. Była 5:30 jej rodzice już od 4:00 byli w pracy. Dzisiaj wyjeżdżali na trzydniową delegację. Przy odrobinie szczęścia nie dowiedzą się o jej ucieczce zbyt szybko, a kiedy to już nastąpi, będzie ona bezpieczna po magicznej stronie Londynu. Wybiegła w chłodne, poranne powietrze. Ciemne chmury wisiały nad miastem zwiastując ulewę. Do stolicy postanowiła dojechać pociągiem. Jej dom leżał niedaleko stacji więc doszła tam w dziesięć minut. Mały budynek znajdował się na obrzeżach miasta. Był zbudowany ze starej, czerwonej cegły. Drzwi były oklejone dawno już nieaktualnymi afiszami. W środku czuć było zapach ścieków i zbutwiałego drewna. Lili rozglądała się z ciekawością po wnętrzu. Nie było zbyt imponujące. Stała tam jedynie nieczynna o tej porze budka z biletami oraz parę ławek. Wewnątrz panowała głucha cisza. Dziewczynka szybkim krokiem przemierzyła poczekalnię i skierowała się na ławkę przy torach. Jej pociąg już po chwili wjechał na peron. Wiekiem i wyglądem idealnie pasował do stacji. Z westchnieniem wsiadła i zajęła wolne miejsce. Zapowiadała długa nudna podróż....                
    》《》《
 Obudziło ją szarpanie za ramię. Z cichym jękiem otworzyła oczy. Nad sobą ujrzała twarz starego mężczyzny. Miał szpakowate włosy i resztki wyliniałego wąsika. Nie wyglądał na człowieka przyjaznego. Patrzył na nią spod łba swoimi paciorkowatymi oczkami.
 - No wreszcie! Już myślałem że panienka zemdlała albo jakie licho... A w tedy dopiero bym miał z tobą roboty! Dzisiejsza młodzież jest taka nie rozważna... Kto to widział żeby spać w miejscu publicznym! Jak jakiś menel! Panience nie przystoi... A zresztą po co ja wogule strzępię ryja do takiej chołoty i tak nie dotrę. Powinni mi dać podwyżkę! Za jakie grzechy ja tu muszę pracować. Tylko użeranie się z takim motłochem i to bez przerwy!- mamrotał pod nosem. Dla Lili ten potok słów podziałał jak kubeł zimnej wody. Wpatrywała się w dorosłego wielkimi oczami. Nie śmiała nawet się odezwać. Wykręcała sobie palce u dłoni w zdenerwowaniu. Jej oczy zaszkliły się przez co widziała wszystko jak przez mgłę. Kiedy zaczęła tracić już nadzieję, że mężczyzna skończy na nią krzyczeć ten odezwał się spokojniejszym głosem.
 - No dobrze a teraz bilecik proszę pokazać. I to migiem! Straciłem już wystarczająco dużo czasu na użeranie się z panią!
 -Oczywiście! Chwileczkę, bilet mam schowany w torbie. Muszę go z tamtąd wyjąć- po czym w pośpiechu zaczęła wyciągać wszystko z bagażu. Przeklinala w myślach swoją głupotę. Przecież mogła zostawić go na wierzchu! Nie robiłaby w tedy takiego zamieszania... Tymczasem pociąg właśnie wjechał na stację. Niebo się rozchmurzyło i przez okna wagony wlewało się ciepłe, poranne słońce. Monotonny, kobiecy głos w głośnikach oznajmił , że pociąg stoi na stacji king croos. Wreszcie kiedy już prawie cały jej dobytek wylądował na podłodze Lili znalazła swój bilet. Podała go konduktorowi czując ciepło na policzkach. Miała wrażenie, że wszyscy się jej przyglądają. Zawstydzona wbiła wzrok w okno. Znajdowali się na wielkiej stacji tętniącej życiem. Ludzie uwijali się jak w mrowisku. Każdy się gdzieś śpieszył. Tabliczka informacyjna pokazywała, że są właśnie na stacji king croos. Dziewczynce z czymś  się to kojarzyło ale nie miała pewności z czym.
 - Dziękuję- oznajmił po czym podał jej sprawdzony już bilet. Lili odetchneła z ulgą. Dopiero teraz zdała sobie sprawę jak bardzo się denerwowała chociaż tak naprawdę nie miała czym. Jeszcze raz spojrzała na nazwę peronu. Wpatrywała się w nią przez chwilę aż w końcu ją olśniło. Zaczęła wrzucać wszystkie swoje rzeczy na oślep do torby. Wszystko wypadało jej z rąk. Z głośników znowu popłyną kobiecy głos. Pociąg odjeżdża za minutę. Po tych słowach Lili zaczęła pakować się jeszcze szybciej, chociaż wydawało się to niemożliwe. W środku torby zrobiła istny burdel. Bielizna leżała wymieszaną razem z książkami, buty z bluzkami a słodycze leżały obok szczoteczki do zębów. Kiedy w końcu skończyła, pojawił się jeden mały problem: ni jak nie mogła dopiąć swojej torby. Trudno... będę musiała trzymać jej brzegi... Zaczeła przepychać się przez tłum w stronę wyjścia. Pociąg był zapełniony po brzegi. Zastanawiała się jak mogła się nie obudzić kiedy wsiadło tyle osób?!?Za sobą słyszała głosy protestu kiedy parła przez tłum jednak w tej chwili nie miała czasu zawracać sobie tym głowy. Dopadła do drzwi kiedy te zaczęły się zamykać i wyskoczyła przez nie lądując na bruku. Drzwi zamknęły się za nią z hukiem. Już chciała odetchnąć z ulgą kiedy poczuła mocne szarpnięcie za tył sukienki a potem usłyszała rozdzierający się materiał. Popatrzyła z niepokojem na swoje ubranie. Tył jej sukienki był krótszy o przynajmniej połowę! Przeniosła wzrok na odjeżdżający już pociąg. Przytrzaśnięty kawałek materiału miotał się na wietrze. Sapneła ze złością. Dzień zapowiadał się po prostu fantastycznie! Szybko wstała i otrzepała się z brudu . Jednak nie na wiele się to zdało. Jej rajstopy były podarte i całe z błota. Ponadto poczuła mocne pieczenie w kolanach. Pewnie miała je całe pozdzierane. Wzięła swoje rzeczy, dopieła do końca torbę i ruszyła do wyjścia. Nie było to wcale takie łatwe, jakby się mogło wydawać. Na peronie roiło się od ludzi. Przepychanie się między nimi obładowanym dwiema sporymi torbami sprawiłoby kłopot nawet dorosłemu, a co dopiero dziecku! Ponadto nie do końca wiedziała gdzie znajduje się wyjście. Błądziła między ludźmi jeszcze jakieś pół godziny zanim osiągnęła swój cel. Na zewnątrz musiała przysiąść na murku. Była cała spocona, oddychała z trudem. Kto by pomyślał, że przejście przez stację może sprawić tyle kłopotu...                
       》《》《
 Błądziła po Londynie już od około godziny. Co prawda Snape dał jej mapę Londynu z zaznaczonym na niej dziurawym kotłem, jednak Lili niezbyt umiała się nią obsługiwać. Trudno się dziwić skoro wcześniej wogóle nie miała takiej potrzeby. Po prawdzie to pierwszy raz z niej korzysta. Na początku chciała poprosić kogoś o pomoc ale po głębszym zastanowieniu stwierdziła, że mała dziewczynka z walizkami będąca sama w wielkim mieście już wzbudza podejrzenia a co dopiero by było gdyby zapytała się o jakąś motel! Wtedy na pewno by się domyślili, że  uciekła z domu. Ponadto z tego co jej Severus mówił jest to miejsce dla czarodziejów więc zwykli ludzie zapewne nie będą nawet wiedzieć o jego istnieniu!  Zrezygnowana usiadła na najbliższej ławce. Znajdowała się zupełnie sama w wielkim mieście. Nie miała się gdzie podziać, ani do kogo zwrócić. Poczuła się strasznie samotna. Ta sytuacja powoli zaczęła ją przytłaczać. Wyciągnęła z plecaka swój list z Hogwartu. Nie chciała się poddawać. Jest przecież tak blisko swojego celu! Nie wybaczy sobie jeżeli teraz się podda. Przypatrywała się to listowi trzymanemu w prawej ręce, to znowu mapie znajdującej się w lewej ręce i próbowała wpaść na jakiś genialny pomysł. Jednak jak na złość nic nie przychodziło jej do głowy. Westechneła z frustracją.
 - Widzę, że ktoś tu jest nie w humorze Lili pisineła przestraszona. Przed nią stał chłopak na oko w jej wieku. Na twarzy poznaczonej drobnymi bliznami widniał przyjazny uśmiech . Dziewczynka spojrzała na niego z wyrzutem. Ten tylko zaśmiał się pod nosem i usiadł obok niej.
 - Przestraszyłeś mnie idioto!- powiedziała na co dzieciak zaczął się jeszcze bardziej śmiać.
 - To wcale nie jest śmieszne! Ughhh okropny jesteś
 - Oj no dobra, dobra przepraszam- jednak na jego twarzy wciąż gościł szeroki uśmiech- Nazywam się Remus. A ty?
 - Lili - odwarkneła nadal zła na niego dziewczynka
 - Pierwszy raz w Londynie?- chłopak najwidoczniej nie zraził się zachowaniem rudowłosej.
 - Aż tak widać?
 - Gdybyś znała miasto mapa nie byłaby Ci potrzebna- zauważył z uśmiechem chłopak
 - Ehhh masz rację. Tyle, że mi nawet mapa nie pomaga... Nawet nie wiem gdzie teraz jestem.
 - Pokaż to. Zobacz - wskazał jakieś miejsce na mapie - W tej chwili jesteśmy na ulicy Tottenhan Cour o tutaj, a z tego co widzę musisz dojść na Charing Cross, zapewne do dziurawego kotła. Wychodzi na to, że jesteś już prawie na miejscu. Wystarczy, że pójdziesz tą ulicą, aż dojdziesz do skrzyżowania. Tam skręcisz w lewo i będziesz szła aż natrfisz na szyld z napisem "dziurawy kocioł". Czaisz?
- Chyba tak... Baaaaardzo Ci dziękuję za pomoc. Nie wiem co bym bez ciebie zrobiła. Mam nadzieję, że się jeszcze kiedyś spotkamy.
- Niema za co, cała przyjemność po mojej stronie- odpowiedział z uśmiechem po czym wstał z ławki i zaczął odchodzić w przeciwnym kierunku. Po chwili jednak przystanął.
 - Do zobaczenia w Hogwarcie!- po tych słowach znowu skierował się w jedynie sobie znanym kierunku. Lili uśmiechnęła się na te słowa. Pomimo, że rozmawiała z nim tylko chwilę zdążyła nabrać do niego sympatii. Już nie może się doczekać kiedy go znowu zobaczy. I na dodatek będziemy chodzić razem do szkoły! Chwila... ŻE CO!?!
- Zaczekaj!- krzyknęła rudowłosa po czym zaczeła biec w kierunku chłopaka. Nie musiała się zbytnio przemęczać ponieważ chłopak prawie od razu zatrzymał się słysząc jej głos .
 - No wreszcie! Wcześniej się zorientować chyba nie mogłaś...
- Ha, ha, ha, bardzo śmieszne
 - Wiem- odpowiedział chłopak, zawszelką cenę starając się zachować kamienną twarz. Jednak już po chwili śmiał się zgięty w pół i nie mógł się uspokoić. Sam do końca nie wiedział co go tak rozbawilo. Jej reakcja? Jej mina gdy udawała wściekłą? A może po prostu cieszył się, że wreszcie spotkał kogoś takiego jak on. No prawie takiego... Ale jednak. O świecie magii dowiedział się od swojej mamy, mugolki. Sama niebardzo orientowała się w tym temacie. Wiedziała o tym tylko tyle, ile powiedział jej mąż zanim od nich odszedł. Zostawił ich w tedy , gdy najbardziej go potrzebowali... Tak więc jak do tej pory świat magii wydawał mu się odległy i nierzeczywisty. Jednak teraz zaczynał nabierać realnych krztałtów, bo czymś innym jest słyszeć o tym, że są inni ludzie z takimi samymi zdolnościami a co innego jest spotkać ich samemu.  - To co? Idziemy na pokątną?

Komentarze